poniedziałek, 17 czerwca 2013

Bibułowa kula dwa...:)

    Kula ukończona:) na tej samej zasadzie co biała, tylko trochę mniejsze kwiatuszki. Która lepsza, sama nie wiem. Mam tylko nadzieje, że obie przypadną do gustu właścicielkom:)



wtorek, 4 czerwca 2013

Bibułowa kula raz...

   Tym razem kula poczyniona nie dla mnie, a dla sąsiadeczki:) Szykuje się jeszcze jedna, ale że praca jest to dość żmudna to pewnie jeszcze chwila minie zanim będę mogła się nią pochwalić. Wiadomo, że kula nie jest idealna, nie wygląda jak te sklepowe cudeńka, ale mnie i tak się podoba. Mam nadzieję, że właścicielce też przypadnie do gustu. Z bliska widać wszelakie niedoskonałości, ale efekt ogólny jest zadowalający:)






Zdjęcia może nie są pierwszej jakości ale też i pogoda nie bardzo dopisuje. Cały czas ponuro i deszczowo, ale lepiej nie przywoływać tego tematu:)










wtorek, 21 maja 2013

Prezent od babci


Malutkiej jeszcze nie ma na świecie, ale babcia już udziergała dla niej śliczny prezencik. Twierdziła, że wyszła z wprawy i pewnie zajmie jej to ze trzy tygodnie ale okazało się, że raz nabyte umiejętności nie idą w las:)
Prezentem jest śliczny kocyk - pledzik. Podpowiedziałam tylko rozmiar, żebym w razie czego mogła rzucić go jako kapę na łóżeczko. Na razie zostanie w takiej formie jak jest, ale pomyślę czy na zimę nie podszyć pod niego polarku, żeby był cieplejszy i przytulniejszy:)

  

Babcia dorobiła jeszcze śliczne kwiatuszki, zastosowanie dowolne:) Można przypiąć do kocyka, może do wózka i pewnie jeszcze jakiś pomysł wpadnie do głowy.

 Na koniec jeszcze bukiecik niespodzianka od Kochanego Mężulka :*


piątek, 10 maja 2013

Szybki wypad majówkowy:)

   Majówkę mamy i my:) długi weekend majowy spędziliśmy w domu, ale teraz wreszcie mogliśmy pozwolić sobie na krótki wyjazd. Szybki przegląd gdzie co i jak no i wylądowaliśmy w Ustroniu. Fajne, klimatyczne miasteczko, z czystym sumieniem polecam każdemu kto jeszcze nie był. Z wielką przyjemnością spaceruje się zadbanymi uliczkami i alejkami. Czas biegnie niespiesznie, można przysiąść w rynku na ławeczce bądź w kawiarence i powystawiać się do słoneczka, które swoją drogą nieźle się już rozkręciło i przygrzewało aż miło. Może dlatego, że to jeszcze przed sezonem i w dodatku w środku tygodnia, nie było tłumów ludzi, przepychających się turystów i wszechobecnych kiermaszów z tandetnymi pamiątkami.





  My jeszcze skusiliśmy się na odwiedzenie Leśnego Parku Niespodzianek gdzie biegały wokół nas dzikie zwierzaki, sarenki, muflony, kozy( to z tych mniej dzikich;)) i inne. Nie wokół nas ale za siatką można było zobaczyć też m.in. żubry, daniele, jelenie. Świetny był pokaz ptaków drapieżnych i sów, naprawdę, watro obejrzeć.




   Szybkie były jak błyskawica dlatego na zdjęciach niewiele widać, dosłownie orła cień :)








   Będąc w górach nie można było się nie wybrać na wędrówkę szlakiem. Nasza Kruszynka nie pozwala co prawda na jakieś forsowne wojaże, był więc wjazd kolejką linową na Czantorię, ale już od górnej stacji na sam szczyt mogłam pozwolić sobie na krótki spacer pod górę. Pewnie od "podstaw" też dałabym rade wejść, ale wolałam nie ryzykować. Przyjdzie i na to czas. Teraz na pewno trwałoby to dwa razy dłużej niż przewidziano;)





   Wyjeżdżając dzisiaj jeszcze szybko zdecydowaliśmy się na odwiedzenie Cieszyna. Być tak blisko i nie zobaczyć byłoby szkoda...
                                          Pyszna kawka na zabytkowej cieszyńskiej starówce...

Ogólnie wypad uznaję za zakończony i udany:)

czwartek, 25 kwietnia 2013

Serce w całości :)

Moje wyszywanie ukończone.


 Śliczne serduszko zawiśnie w najbliższym czasie na ścianie w rameczce, ale najpierw muszę przemyśleć miejsce dla niego. Może dopiero jesienią kiedy w pokoju pojawi się zapewne więcej czerwonych jesiennych elementów. Tak czy siak z efektu jestem zadowolona. A w trakcie wyszywania wyglądało tak:




 Teraz już na tapecie inne robótki czekają, wszystko pozaczynane ale nic nie skończone, jak to u mnie bywa. Jak tylko coś będzie w całości to na pewno się tu pojawi:)

sobota, 20 kwietnia 2013

Drugie podejście

 Chodzi o drugie podejście do mojego bloga. Na początku był wielki zapał i na tym się skończyło, ale mam nadzieję, że tym razem będzie inaczej.
 Sprawy posunęły się trochę do przodu. Od września minęło sporo czasu i wiele w moim życiu się pozmieniało. Najważniejsze to to, że ślub już dawno za nami, pół roki minęło nawet nie wiadomo kiedy i teraz czekamy już na Małą Kruszynkę, która na świat ma przyjść na koniec lipca.W międzyczasie uganiamy się za wszystkimi formalnościami związanymi z przepisaniem na nas działki i rozpoczęciem budowy domu, a jest tego nie mało. Na razie mamy jeden pokoik, w którym teraz trzeba wygospodarować miejsce dla Kruszyki:)
 A pół roku temu, było tak...




 A potem juz weseleee..

poniedziałek, 3 września 2012

wrzosowy wianek

Wczoraj wybrałam się na poobiedni spacer do lasu i natargałam trochę wrzosu. Do wazonu ma trochę za krótkie łodyżki, ale przecież już od dawna marzył mi się wianek z jakichś "suszonek". Wrzos może i suszonką nie jest, ale za parę dni się stanie;) Wzorowałam się na wiankach plecionych przez Tulkę, która jest dla mnie mistrzynią http://www.tulka.pl/ i wyszło takie cudo..







Myślę, że jak na pierwszy raz nie jest najgorszy. W planach jest jeszcze jeden z dodatkiem zatrwianu jeszcze z ubiegłorocznych zapasów, wiszących dotąd bezużytecznie na strychu.


Wrzosowo zrobiło się też na parapecie, ale co tu się dziwić, dla mnie wrzosy są piękne i nigdy ich za wiele.